zaszłam w ciąże z psem

W przypadku nieobecności dłuższej niż rok nauczyciel obowiązany jest do ponownego odbycia stażu w pełnym wymiarze. Od dnia ukończenia stazu (podany we wniosku) prosze wiec sobie pozniej doliczyć czas spedzony na zwolnieniu i urlopie. RE: Ciąża podczas stażu na nauczyciela mianowanego. Mam 17lat i tak wyszło , że zaszlam w ciąże. Pomimo tego, że wiedziałam o zabezpieczeniach, raz kochałam sie za namową chłopaka bez prezerwatywy ( mialam dni niepłodne ). Nie mam ta to juz wpluwy bo jestem w 2m-c. Rodzice, chłopak juz wiedzą. Ale mam pytanie, czy mam komuś mówić o tym w szkole ? Nie mam pojęcia czy informować o ciąży moją wychowaczynię lub dyrekcję. Jak Posty: 21.491. RE: Jestem na wypowiedzeniu i zaszłam w ciążę. Jeśli w trakcie wypowiedzenia zaszłaś w ciążę, pracodawca nie może Ciebie zwolnić /chyba, że jest to likwidacja pracodawcy lub upadłość firmy/. Możesz przedłożyć zaświadczenie o ciąży i wystąpić z pismem o zmianę decyzji pracodawcy. To było tak. Leżę sobie na łóżku w samej sukience bez stanika i majtek bo miałam zrobić to z moim chłopakiem tylko on pojechał na chwile do sklepu. No i Leżę sobie na łużku i podchodzi do mnie jego pies i zaczyna mnie tam lizać. Drugi (miałam na cyckach trochę czekoldy) zaczyna lizac mi biust. Antykoncepcja doraźna po stosunku nie jest metodą w 100% skuteczną i ciąże, wprawdzie rzadko, ale się zdarzają. Test ciążowy może wykazać obecność ciąży dopiero po około 2 tygodniach od zapłodnienia. Pamiętaj, że odpowiedź naszego eksperta ma charakter informacyjny i nie zastąpi wizyty u lekarza. Flirt Seiten Die Komplett Kostenlos Sind. Zaszłam w ciążę podczas okresu czy można zajść w ciążę podczas okresu – forum Czy podczas plamienia można zajść w ciążę Czy podczas okresu można zajść w ciążę ginekolog Ile dni po miesiączce można zajść w ciążę Czy można zajść w ciążę przed okresem i dostać okres Mimo, że miesiączka u większości osób zwykle nie przypada na okres płodny cyklu, to nadal może wtedy dojść do zapłodnienia. I chociaż prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w pierwszych dniach po rozpoczęciu krwawienia jest niemal zerowe, to pamiętajcie – to “prawie” robi różnice! Wyświetl całą odpowiedź na pytanie „Czy w 1 dzień okresu można zajść w ciążę”… Zaszłam w ciążę podczas okresu Według ginekologów jeśli para czy małżeństwo uprawia seks w trakcie miesiączkowania, a cykl jest zaburzony, istnieje ryzyko ciąży, ale znikome. Najczęściej dnie niepłodne przypadają na czas okresu, dlatego kobiety podejmują ryzyko. czy można zajść w ciążę podczas okresu – forum Ok, najprawdopodobniej nie zajdziesz w ciążę uprawiając seks podczas menstruacji. Dzieje się tak dlatego, że moment owulacji jest oddalony o kilka-kilkanaście dni od miesiączki, co zmniejsza szanse zajścia w ciążę podczas okresu. Czy podczas plamienia można zajść w ciążę Wiele osób zastanawia się, czy można zajść w ciążę zaraz po okresie. Odpowiedź jest prosta – wkraczasz wtedy w okno płodności, więc tak, możesz zajść w ciążę zaraz po ustaniu krwawienia. Czy podczas okresu można zajść w ciążę ginekolog Według ginekologów jeśli para czy małżeństwo uprawia seks w trakcie miesiączkowania, a cykl jest zaburzony, istnieje ryzyko ciąży, ale znikome. Najczęściej dnie niepłodne przypadają na czas okresu, dlatego kobiety podejmują ryzyko. Ile dni po miesiączce można zajść w ciążę Otóż owulacja, w czasie której dochodzi do pęknięcia dojrzałego pęcherzyka jajnikowego i wydalenia komórki jajowej (oocytu II rzędu), następuje średnio 14 dni po pierwszym dniu miesiączki. Właśnie wtedy pojawia się szansa na połączenie komórek rozrodczych i zapłodnienie. Czy można zajść w ciążę przed okresem i dostać okres Dni tuż przed okresem są uważane jako niepłodne, a ryzyko zapłodnienia określane jest jako bliskie zeru. W związku ze zmiennością cykli nie powinno się jednak przyjmować tego założenia jako pewnik. Zwłaszcza jeśli kobieta ma cykle krótsze niż 26 dni i występują u niej krwawienia w środku cyklu. Ło owszem jesteś w ciąży z psem ... . Prosze nie odpowiadajcie ... Odpowiedział(a): pepej94, 10 marca 2010, 19:41 2 to na c*huj ty odpowiadałaś ? swój znajdzie swego, zobaczył że mieszka z suką to się nie wachał Odpowiedział(a): comandante, 10 marca 2010, 18:16 0 chciałem stworzyć historyjkę podobną jak w pytaniu SweatDramy czy po połknięciu nasienia można zajść w ciążę, ale stwierdziłem że już nie mam sił na takie pytania. i wyrazy uznania za tą odpowiedź haha normalnie krótko i trafnie. nic dodać nic ująć. Odechciewa mi się wchodzenia na pytajnie przez tego typu pytania.. To pewnie jakiś bezmózgi z pokolenia JP.... Wyświadcz światu przysługę i utop się w Morzu Barentsa... ciekawe co to będzie za krzyżówka Genialne imie dla psa. Świetny nick. I bardzo kreatywny sposób spędzania wolnego czasu. Śmiać się czy płakać? Bo już nie wiem... hahahaha to masz problem... to są kolejne konta widma, zakłada je jedna osoba którą tutaj besztamy, za parę dni zniknie bo to troll i będzie szukał innego forum/portalu Obawiam się ze nie zniknie --- jak widać ma tu całkiem nizla polewke ... Po co miałby odchodzić skoro poświęca mu się wiecej uwagi niż użytkownikom zadajacym sensowne pytania ... Sama się dziwie ze do tej pory tylko dwadzieścia kilka odpowiedzi a nie sto dwadzieścia. Możecie sobie tylko wyobrazić niedowierzanie na mojej twarzy. NIE demoty nie działają bardzo ambitne pytania // ... Odpowiedział(a): killme, 11 marca 2010, 09:56 4 lepiej być dziewicą niż stracić dziewictwo z psem idiotko Odpowiedział(a): roy3000, 11 marca 2010, 14:54 4 jak będzie mieć dzieci i się zapytają "Mamo jak to się robi?" "a normalnie, kładziesz się, rozchylasz nogi a na krocze wysypujesz Pedigripal" kurcze załamujecie mnie... Grzechu nie wiem po co to wypuściłeś, rozumiem, ze chcesz się wypowiedzieć, ale byś się powstrzymał. Załamujecie mnie tym jak reagujecie na zwykłą prowokację. Przecież to jest wszystko zrobione specjalnie. słitpidżama w przebraniu... Odpowiedział(a): Grzechu94, 10 marca 2010, 21:51 1 ja tego nie wpuściłem.. tylko ktoś ktoś kto odpowiadał wyżej .. a ja nie rozumiem jednej rzeczy, po odpowiadacie skoro uważacie że to pytanie jest denne ?! zostało zgłoszone do moderacji. trzeba było olać i poczekać - admin by je usunął, ale nie - po co ?. xd jakaś gówniara robi sobie z was żarty, a wy dajecie się jej robić. najwyraźniej was to po prostu, najnormalniej w świecie bawi. powodzenia ;x to się nazywa zoofilia i jest karalna, więc się nie przyznawaj do tego wygłupu... I taka natura, że mogłaś zajść w ciąże z psem ! i to nie są żarty... Słyszeliście...albo widzieliście dokument : o zapłodnieniu świni przez mężczyznę? albo jakos tak... urodziły się świńskie dzieci... wręcz świnie które chodziły na dwóch nogach i ich ryjki przybierały ludzkie rysy masakra Ciekawa jestem co Ty teraz zrobisz, jeżeli twoje pytanie wiąże się z prawdą..?!?!?! Urodzić psie dziecko... czy psowatego ludka...? Okropieństwo - nawet gdybyś pochowała ciąży to zabiją to coś...i zamkną w słoiku - a Ty będziesz sławna Odpowiedział(a): edisooonik, 10 marca 2010, 22:01 0 ciekawa historia.. i to jeszcze na pytajni... Odpowiedział(a): Ritta, 10 marca 2010, 22:19 0 Chora sytuacja... Nie pojmuję tego Bleee aż mnie na wymioty zbiera-sory za tą szczerość to jest zaśmiecanie pytajni kochaniutka chcesz robic z siebie idiotke i z nas sype prosze bardzo ale my i tak mamy z ciebie większa polewke zasmiecaniem jest wypuszczanie takich pytan a nie sam fakt, ze sié pojawiajá. a idiotká z pewnosciá ta osoba nie jest, doskonale wie co robi i jak sobie pogrywac - szkoda tylko, ze wiékszosc gra tak jak ona zagra. Po jaka cholerę się wypowiadacie... Dajecie posta z tekstem by inni się nie wypowiadali... Po co ja się pytam, nie prościej zignorować to pytanie ? Macie manie nabijania wypowiedzi, nie moja sprawa... Poleżało by to tydzień w poczekalni i by tego nie było a tak wraz z dziesiątkami innych takich pytań zaśmieca ten profil... Pomyślenia trochę to nic trudnego... Wiecie co? A mi się wydaje, że każde głupie pytanie musi wyjść na główną i koniec... no a co do pytania... gratuluję nienormalności. Pierwszy raz widzę ZOOFILA. Tak! Powiedzmy sobie szczerze: musisz sie leczyć . Ja myślę, że to chyba ty powstałaś z ciąży zapłodnionej przez psa Może porozmawiaj z mamą i ci wyjaśni jak to się stało Super, zoofilka... Kto nastepny, o, moze jakis nekrofil... no ładnie ... Kto ci jeszcze próbował "wsadzić" Chyba w urojoną ciążebo w prawdziwą to nie! Odpowiedział(a): sakurcia, 13 marca 2010, 18:56 0 Poprawka. Krzyżówka ludzko - zwierzęca jest możliwa Niestety, ale taka jest prawda. Wcześniej w to nie wierzyłam dopóki nie spytałam się pani od biologii. Jak urodzisz to wyślij mi zdjęcia Twojego dziecka (dzieci?) na PW hah to by było piękne, może się byś czegoś nauczyła... Odpowiedział(a): niuniaSko, 13 marca 2010, 21:44 0 przyganial kociol garnkowi Fajne imie dla psa... xD wiem ..masz ochote na sex parti ? PROWOKACJA... Omg, głupota zadającej to pytanie nie zna granic Tak jesteś niestety w ciązy, ale sie nie bój za około 24 lata i 186 dni urodzisz przesnicznego zielonego kociaka przestaje wierzyć w ludzi.... Fejk Pytanie... Zaloguj się, aby móc odpowiedzieć na pytanie i cieszyć się pełną funkcjonalnością serwisu. Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się. Znam dziewczyny z polonistyki, które tak bardzo chciały mieć dziecko, że kłamały nawet swoim wieloletnim partnerom o tym, że się zabezpieczają hormonalnie. Na forach internetowych, w których robi się „bekę” z mamusiek można przeczytać, jak bardzo niektóre z nich pragnęły własnego potomka – po zakończonym stosunku, z palcami umoczonymi w nasieniu partnera szły do łazienki, by się potajemnie zapłodnić. W jednej z moich ukochanych książek autorstwa Marcina Szczygielskiego główna bohaterka wykrada nasienie z prezerwatywy, z której wcześniej korzystał jej kolega gej. Zapładnia się nią przy pomocy strzykawki, by po 9 miesiącach szczęśliwie urodzić. Także moja znajoma z byłej pracy po rozwodzie pragnęła tylko jednego: być samotna, ale sztucznie począć dziecko. Raz nawet głośno oznajmiła: „To kosztuje chyba 15 tysięcy. Idziesz do kliniki i niczym się nie martwisz. Żadnego chłopa w domu, kłótni, gotowania obiadków, zero brudnych skarpet na podłodze. Tylko ja i dziecko”. Pragnienie jest silne. Niezależnie, czy jesteś kobietą w wieku 46 lat, 22-latką na studiach, panią z okienka na poczcie, czy matką trójki dzieci. Kiedy natura wzywa, nie masz nic do powiedzenia. W każdym miesiącu są przecież te dni. „Amory” w głowie, ogólne podniecenie, większa OCHOTA. Normalka, po chwili przecież dni płodne przechodzą, a hormony już tak nie buzują. Potem dalej pielęgnuję swoje sprawki, żyję codziennością. Ale raz w roku włącza mi się tryb drapieżnika. Wtedy znika Judyta, którą znam. Taka spokojna i cicha blondyneczka po polonistyce. Staję się 58-kilogramowym CIAŁEM, NACZYNIEM, które tu i teraz musi mieć dziecko. DZIECKO! Maleńkie, płaczące, z okrągłą główką, z tym zapachem, paluszkami, całym anturażem. Niech ryczy 24 na dobę, niech zrobi ze mnie niedospane widmo kobiety z nadwagą, matkę Polkę, niech zniszczy mój brzuch od Chodakowskiej, ale niech już będzie!! W TEJ CHWILI, NATYCHMIAST! W TE dni na widok cudzego niemowlęcia w sklepie wewnętrzny drapieżnik każe mi biec i porywać wózek, by następnie tulić pachnące maleństwo w zaciszu swojej sypialni. Na głos piskliwego płaczu dziecka z telewizji, ukryta matka każe gonić i je ratować przed złem świata. Każdy centymetr ciała woła, żeby przytulić jakieś niemowlę – nie moje, to cudze, ale teraz, NATYCHMIAST!!! Szybko, malutkie ciałko, skóra, ten narkotyczny zapach, już! Wtedy to nie jest prawdziwa Judyta. Ta, która zwykle beztrosko planuje kolejne wakacje, wpis na bloga, to, co na obiad, albo trasę spaceru z psem. Kiedy raz do roku HORMON MATKI atakuje moją głowę, nie mam życia, nie mam swoich prywatnych myśli. Nigdy bym się o to nie podejrzewała. Ja, taka niezależna wygodnisia. Boję się, bo kiedy ten „doroczny czas” się zbliża – zamieniam się w małego potwora. Różowe dzidziusie się śnią, słyszę je na ulicach, widzę wyraźniej w każdej reklamie internetowej, w spocie telewizyjnym. Kiedy wewnętrzny drapieżca atakuje umysł, nie porozmawiacie ze mną o serialach, nie poćwiczymy razem Chodakowskiej, nie spotkacie mnie na spacerze z psem. Wszystkie myśli, słowa i działania skupiają się na zwierzęcej potrzebie przedłużenia gatunku. I gdyby nie mój kochający, acz racjonalny mąż, który przypomina, że wciąż nie mamy własnego mieszkania, dobrych wypłat czy stałości finansowej, pewnie teraz prowadziłabym już jakiegoś rodzinnego bloga i pisała o boskim zapachu stópek co najmniej czwórki moich dzieci. Klepalibyśmy słodką biedę, ale RAZEM. Obecnie, szczęśliwie, hormony mam spokojne. Jestem zwykłą, bezdzietną 27-letnią laską, która uprawia sport, dużo czyta i poznaje wiele ciekawych osób. Obsesyjna rodzicielka ucichła. Ale posłuchajcie oto takiej niesamowitej historii. To nieprawdopodobne, jak wiele łączy mnie, niedoszłą matkę, z moim małym psem. Panią Gucią. Nasz pinczer to zazwyczaj petarda. Milion zabaw na minutę, warowanie pod lodówką, chodzenie przy nodze, radosne piski, szczekanie, gdy nie daje jej się kawałka kanapki. Chodząca radość życia. Tymczasem od dwóch dni działo się coś złego. Ze spacerów, zamiast tradycyjnie pod lodówkę, biegła od razu do swojej pluszowej budki. Przestała jeść, zupełnie nie interesując się już kochanymi człowiekami. Apatia pogłębiała się, zaś pani Gucia niemal 24 na dobę spędzała w swoim domku. Martwiliśmy się z K., gdzie podział się ten nasz wesoły mały piesek. Nawet gdy wychodziła zjeść skrawek ukochanej paróweczki, patrzyła posępnie w stronę budki. Ciągle też lizała się po brzuchu. „Na pewno biedaczka jest czymś struta! Brzuch ją boli od dwóch dni! To może być choroba pokleszczowa!” – wyrokowaliśmy, zmartwieni. Trzeba było jechać do pani weterynarz. A tam – zdziwienie. – Państwa pies jest W UROJONEJ CIĄŻY. Ma już nawet produkcję mleka w sutkach, dlatego ciągle liże się po brzuchu. Jej pluszowa budka to teraz gniazdo, którego będzie strzec za wszelką cenę, bo myśli, że pilnuje młodych. Zaniemówiłam. – Ale dlaczego… jak to? – Hormony czasem tak działają. To bywa silniejsze od organizmu, niezależne od psiej woli – powiedziała pani doktor od zwierząt. I odtąd, mentalnie zespolona ze swoją „psią mamą”, której pragnienie macierzyństwa każe jej organizmowi produkować nawet pokarm w piersiach, współodczuwam. …Gdy ona rozpaczliwie szuka po wszystkich kątach domu swoich wyimaginowanych szczeniąt, gdy chroni pluszowe misie walecznym, małym ciałkiem. Kiedy drży, podczas gdy ktoś chce odebrać jej poduszkę, w której widzi namiastkę norki z bezbronnymi szczeniętami. Ona i ja. Choć na chwilę. Tymczasowo i niezobowiązująco. Dwie UROJONE MATKI. Zdjęcia: fotografia dziecięca Białystok Modelka: nasza stała czytelniczka, Justyna Łuczaj z córeczką Marcelą, która dziś ma już ponad rok zapytał(a) o 18:22 żeby suczka zaszła w ciąże to z psem muszą sie szczepić ? czy tylko tak;] Odpowiedzi G10 odpowiedział(a) o 18:22 samce wyweszom ze ma cieczke i ... OLUŹKA odpowiedział(a) o 18:31 taaak :P ffuuuuuu :/ hahah raz to widziałam hahaha:P JuLkA :P odpowiedział(a) o 18:25 Crosby odpowiedział(a) o 18:26 Nie musza się szczepić, ale jeśli tego nie zrobią szczeniaki mogą być chorę i mieć wady genetyczne! Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub fot. Adobe Stock Miasto śpi. Od czasu do czasu ulicą przejedzie samochód i rzuci światła na pokój. Na rozkładanej sofie śpi moja córeczka Zosia. Od czasu do czasu posapuje przez sen. Pewnie przeszkadza jej światło. Może w przyszłym miesiącu uda mi się założyć rolety. To znaczy, uda mi się odłożyć na nie pieniądze. Żaluzje w oknach są stare, pogięte od wycierania kurzu i przepuszczają światła ulicy. Już odważniej spoglądam w przyszłość i powoli wychodzę z kokona. Kiedyś może spełnią się moje marzenia i wyfrunę z niego jako kolorowy motyl. Na razie jestem tylko ćmą, która po omacku, trochę na oślep ciągnie do światła. Okaleczona, nieporadna. Pomyślałam sobie, że o moim życiu można by napisać książkę, tyle się w nim wydarzyło. Tylko szkoda, że więcej smutnego... Nie byłam szczęśliwym dzieckiem Z wczesnego dzieciństwa pamiętam niewiele. Ojciec odszedł od nas, gdy miałam kilka lat. Przypominam sobie, że zabierał mnie na lody i mecze. Nudziły mnie okropnie, a wrzask przerażał, ale byłam dumna, że mogę być z tatą. Potem i matka, i ojciec na nowo ułożyli sobie życie. Tata z nową żoną wyprowadził się z naszego miasta. Nasze kontakty w zasadzie urwały się. Ani mama, ani jej nowy mąż też nie interesowali się mną zbytnio. Mogłam robić, co chciałam. Zeszłam na złą drogę. Wagary, papierosy, wino. Na szczęście szybko mi się to znudziło, ale nauczyło pewności siebie. Nauczyciele w szkole mówili, że jestem pyskata i harda. Uczyłam się jako tako, raz lepiej, raz gorzej, ale z zachowania miałam zawsze nieodpowiednie. Gdy skończyłam podstawówkę, zostawił mamę drugi mąż, czyli mój ojczym. Poszukał sobie młodszej, sama widziałam. Mama bardzo to przeżyła. To wtedy zaczęła popijać. Najpierw nie dostrzegałam problemu. Mama zresztą skrzętnie to ukrywała. Ja byłam wówczas zakochana i całe dnie włóczyłam się z trzy lata starszym Sylwkiem. To znaczy ja miałam 15 lat, on 18. Czułam się dorosła i po raz pierwszy od wielu lat kochana. Przeszkadzało mi, że klął jak szewc, słuchał disco polo i okropnie się pocił, ale nie miałam wyboru. Chodziliśmy ze sobą krótko, ponieważ wzięli go do wojska, a miłość na papierze nie przetrwała nawet miesiąca. Może dlatego, że nigdy nie godziłam się na nic więcej poza „macankami”, jak to nazywał niezadowolony Sylwek. Kobietą uczynił mnie gach matki. Wbrew mojej woli. Tego wieczoru nabrałam wstrętu do jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Moja matka piła już wtedy często i dużo, przychodzili do niej różni faceci, oczywiście, by razem pić. Nie miałam się za bardzo gdzie podziać. Po roku przeniosłam się do szkoły z internatem, za który płacił ojciec. Niestety, na weekendy musieliśmy go opuszczać. Niechętnie wracałam do domu. Matka na trzeźwo była troskliwa i kochająca, ale jak wpadła w ciąg, zapominała o bożym świecie. Ktoś mi wytłumaczył, że to choroba i najczęściej nieuleczalna. Może gdyby się zgodziła na leczenie. Może gdybym była bardziej stanowcza. Znalazłam oparcie w wychowawczyni. To ona nie kazała mi się załamywać. Twierdziła, że mamie i tak nie pomogę, że muszę myśleć o sobie, o swoim życiu. Zdałam maturę na trójach, bo na trójach, ale świadectwo dojrzałości dostałam. Nie miałam komu pokazać, matka leżała pijana, a ojciec był daleko i wystarczały mu kontakty na odległość. Dzwonił też rzadko. Gdy skończyłam szkołę, przestał łożyć na moje utrzymanie. Obiecałam sobie, że nie wrócę do domu. Zamieszkałam na stancji u pewnej staruszki, która wynajmowała pokoje uczennicom, musiałam więc kłamać, że się uczę. O pracę było trudno, więc najpierw bawiłam dzieci i sprzątałam. Na czarno. Zarabiałam marne grosze, z ledwością wystarczało na stancję i jedzenie. W tamtych czasach mało kto wyjeżdżał za granicę. Żałowałam, że urodziłam się zbyt wcześnie. Pewnie wyjechałabym do Irlandii i tyle by mnie widziano. Kręciło się wokół mnie paru chłopaków, ale wszystkich zbywałam, choć jeden nawet mi się podobał. Gdy pomyślałam sobie jednak o seksie, przechodziła mi ochota na miłość. Na moje szczęście jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać markety, więc znalazłam pracę. Razem z poznaną tam koleżanką wynajęłyśmy większy i ładniejszy pokój. Wychodziło dużo taniej, ale razem mieszkałyśmy krótko. Do Jolki przychodził Marek, krępowało mnie, że migdalili się przy mnie, ale to jeszcze nie było takie okropne. Najgorsze wydarzyło się dopiero jakiś miesiąc później. Pracowałyśmy na różne zmiany i gdy Jolka była w pracy, Marek zaczął przystawiać się do mnie. Na szczęście dźwiganie skrzynek i kartonów na coś się przydało. Bez trudu i dosłownie sprowadziłam Marka na ziemię, spakowałam manatki i wyprowadziłam się od Jolki. Zostałam sama Zbiegło się to ze śmiercią matki, która po prostu zapiła się. Długo miałam wyrzuty sumienia, że mogłam temu zapobiec, że uciekłam, że nie pomogłam... Po matce nie zostało nic. Nie płaciła czynszu, więc wyeksmitowano ją do baraków, czyli lokali zastępczych na końcu miasta. W naszym mieszkaniu mieszkali obcy ludzie. Ojciec nie przyjechał na pogrzeb, nawet nie wiem, czy wiedział o śmierci matki. Dzwoniłam, ale nikt nie odpowiadał. Potem okazało się, że znowu się przeprowadzili, ale nie wiedziałam dokąd. Pewnie chciał zatrzeć ślady przeszłości. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że zmarł na zawał. Zostałam zupełnie sama. Wcześniej jakoś mi to nie przeszkadzało. Chyba wystarczała mi świadomość, że gdzieś tam jednak ojciec jest, myśli o mnie. Teraz samotność zaczęła mi dokuczać. Znajomych miałam niewielu, z Jolką też już nie znajdowałam wspólnego języka, zresztą pobrali się z Markiem i nie miałam ochoty spotykać się z nimi. Do facetów nadal mnie nie ciągnęło, uraz pozostał. Zresztą było ich wokół coraz mniej. Uchodziłam za niedostępną dziwaczkę. Starą pannę, choć mało kto teraz tak mówi. Nie przeszkadzało mi to. Lata mijały. Z czasem popadłam w jakąś apatię. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca, moje życie wydawało mi się puste, pozbawione uczuć i jakiegokolwiek sensu. To wtedy wpadłam na pomysł, jak to powinnam odmienić. Moje plany ziściły się dość szybko. Ojca Zosi znałam krótko. Samotny pan, po czterdziestce, urzędnik, często stawał z zakupami właśnie przy mojej kasie. Kiedyś odważył się i zaprosił mnie do siebie na kolację. Nie protestowałam, gdy znaleźliśmy się w łóżku. W końcu tak sobie zaplanowałam... Bałam się okropnie, ale nie było tak źle. Może po dwóch lampkach wina strach zelżał, a może Mirek naprawdę był inny niż tamten mężczyzna. Może źle, że nie dałam mu szansy. Moja córka to moja nadzieja Gdy okazało się, że jestem w ciąży, wyjechałam. Miałam odłożone trochę gotówki. Los się do mnie uśmiechnął, ponieważ za niewielkie pieniądze na rok wynajęłam mieszkanie od ludzi, którzy byli za granicą. Udało mi się też znaleźć pracę, co mnie bardzo ucieszyło, bo oznaczało to w perspektywie urlop macierzyński. Trzy miesiące pracowałam jako kelnerka, potem musiałam pójść na zwolnienie. Gdy Zosia przyszła na świat, byłam naprawdę szczęśliwa. Położne trochę dziwiły się, że nikt mnie nie odwiedza, ale szybko ucięłam ich domysły, mówiąc, że tatuś dziecka przebywa za granicą. Po maturze byłam nianią kilkorga dzieci, więc z grubsza wiedziałam, jak zajmować się niemowlętami. Resztę wyczytałam z książek i podpowiedziało mi serce. Nie powiem, nie było lekko. Zdarzały się dni, kiedy nie miałam siły. Sama, w obcym mieście, zdana początkowo tylko na siebie. Kilka sympatycznych mam poznałam w parku na spacerze. Od jednej z nich dostałam kolejny adres, gdzie mogę się zatrzymać, inna namówiła mnie na kurs stylizacji paznokci. Dwa lata temu otworzyłam własną działalność. Musiałam znaleźć taką pracę, która pozwoli mi być jak najwięcej z Zosią. Udało się. I wierzę, że kiedyś nasze życie będzie jeszcze piękniejsze. Chcesz podzielić się z innymi swoją historią? Napisz na redakcja@ Więcej listów do redakcji: „Teściowa to hetera, która ciągle mnie krytykuje i poucza. W uszach mam tylko jej ciągły jazgot”„Nasza miłość przetrwała życiowe burze, a pokonały ją drobne nieporozumienia. Mąż odszedł bez wyjaśnienia”„Mąż zdradził mnie z moją przyjaciółką, a ja postanowiłam, że już zawsze będę sama. Życie zdecydowało inaczej...”

zaszłam w ciąże z psem